W dniu premiery swojej pierwszej książki Ewa Wojtan miała na koncie minus dwadzieścia tysięcy złotych. Cały budżet poszedł na druk, skład, redakcję i zastrzeżenie nazwy. Dziś ma na koncie około 50 tysięcy sprzedanych egzemplarzy, sześć wydanych tytułów i statuetkę Kursora Roku za książkę roku. Ta rozmowa jest o tym, co się wydarzyło pomiędzy.
Od bloga w domu dziecka do własnego e-commerce
Ewa zaczęła blogować w 2013 roku, pracując wtedy w domu dziecka. Blog nazwała po prostu „Moje Dzieci Kreatywnie", bo pisała o zabawach z własnymi synami. Nie wiedziała nawet, że z bloga da się zarabiać.
Społeczność urosła, bo Ewa robiła to autentycznie i pokazywała rzeczy, które naprawdę lubiła tworzyć. Potem przyszły warsztaty, przeprowadzka z Blogspota na własną domenę i powolne uczenie się całego świata online, który nie był jej naturalnym środowiskiem.
Gdyby mi ktoś wtedy powiedział, gdzie będę po trzynastu latach, tobym nie uwierzyła.
Pierwsza książka: rok pracy i dwadzieścia tysięcy ryzyka
Propozycji wydania książki miała wcześniej sporo, także od wydawnictw. Przez lata nie czuła się gotowa. Ruszyła dopiero w 2020 roku, w pandemii, a premiera „Dziennika zabaw" odbyła się w 2021. Praca zajęła jej mniej więcej rok.
Warto zrozumieć, co dokładnie znaczy „napisać taką książkę". Ewa każdą zabawę musiała najpierw zrobić, sfotografować i opisać. To nie było pisanie, tylko produkcja materiału od zera i wybranie z lat blogowania tego, co najlepsze.
Do tego doszły koszty: skład, projekt, redakcja, zastrzeżenie nazwy. W sumie około 20 tysięcy złotych, których nie miała. Weszła w debet.
Pamiętam, mówię: Boże, minus dwadzieścia tysięcy na koncie, jak to się nie sprzeda, ja nie wiem, co będzie.
Premiera nie jest jednym strzałem
To najcenniejsza lekcja z tej części rozmowy i dotyczy każdego produktu, nie tylko książki. Ewa wyobrażała sobie, że wrzuci informację o premierze i sprzedaż wystrzeli pierwszego dnia. Pierwszego dnia przyszła raczej refleksja „coś słabo idzie".
Sprzedaż zbudowała się inaczej: po pięćdziesiąt, siedemdziesiąt zamówień dziennie, przez wiele dni, bo Ewa codziennie o książce mówiła. Tak uzbierało się kilka tysięcy egzemplarzy pierwszego nakładu.
Trafiła przy tym na problem, którego nie dało się przewidzieć: pandemiczne braki papieru i horrendalne ceny druku. Wracała z premiery i od razu ustalała, gdzie w ogóle da się dodrukować. Udało się zamówić kolejne 2000 egzemplarzy.
Dlaczego seria sprzedaje lepiej niż pojedynczy tytuł
Kiedy pierwsza książka okazała się sukcesem, Ewa ogłosiła serię „cztery pory roku" i od razu pokazała zaprojektowane okładki wszystkich czterech tomów. Tempo: dwie książki rocznie.
Logika stojąca za serią jest czysto sprzedażowa i warto ją podpatrzeć. Wszystkie tytuły wychodzą pod jedną marką „Dziennik zabaw", więc jedna książka napędza sprzedaż drugiej. Dziecko bawi się jedną, rodzic dokupuje kolejną. Ta sama zasada działa dziś przy nowej książce o glinie samoutwardzalnej, która ma tworzyć duet z tomem o plastelinie.
Efekt uboczny jest taki, że pierwsza, sześcioletnia już książka nadal się sprzedaje. A najlepiej schodzą pakiety w kolekcjonerskim pudełku.
Cena, druk i dlaczego dobra książka nie może być tania
Ewa podaje konkretne liczby, co w tej branży rzadkość. Najdroższy druk pojedynczego egzemplarza to 36 zł - przy żółtej książce mającej 360 stron. Najtaniej wyszło około 18 zł, przy nakładzie rzędu 10 tysięcy sztuk. Wysokość nakładu robi więc różnicę dwukrotną.
Do tego dochodzą koszty, o których się nie myśli przy pierwszej książce: magazynowanie, wysyłka, utrzymanie newslettera, utrzymanie strony. Wszystko idzie w tysiące złotych i musi się zmieścić w cenie.
Aktualne ceny w jej sklepie: pojedynczy „Dziennik zabaw. Plastelina" za 60 zł z darmową dostawą, cztery pory roku za około 270 zł, a duży pakiet z e-bookami i pudełkiem kolekcjonerskim za 419 zł.
Za tym stoi świadoma decyzja o jakości. Twarda okładka, lakier UV, gruby papier i szycie, dzięki któremu otwarta książka leży płasko na stole i sama się nie zamyka, gdy dziecko pracuje. Drobiazg, który w praktyce decyduje o tym, czy książka jest używana.
To jest zaleta self-publishingu. Ja sama decyduję, czy dodrukowuję, jak mają wyglądać, że mają być jakościowe i służyć przez lata.
Logistyka, czyli część, o której nikt nie uprzedza
Książka fizyczna to magazyn, kompletowanie paczek, wysyłka, zwroty i obsługa maili „gdzie jest moje zamówienie". Ewa mówi wprost, że sama by tego nie ogarnęła i jej książki mogłyby w ogóle nie powstać.
Od pierwszej premiery współpracuje z firmą Imker, na którą trafiła z polecenia na blogu Michała Szafrańskiego. Po ich stronie jest magazyn, wysyłka, koszyk sklepowy, wsparcie techniczne, a w czasie przedsprzedaży także odpisywanie na maile klientów. Dla niej kluczowe jest to ostatnie: w tygodniu premiery może zajmować się opowiadaniem o książce, a nie odpisywaniem po raz setny na to samo pytanie.
Wypalenie, czyli koszt zbyt ambitnego harmonogramu
To najbardziej szczery fragment rozmowy. Seria oparta na porach roku narzuciła harmonogram, którego nie dało się przesunąć: jeśli książka o wiośnie nie wyjdzie przed wiosną, czeka rok. Dwie premiery rocznie w takim reżimie skończyły się wypaleniem.
Ewa poszła na terapię, żeby to poukładać i zregenerować siły. Książka o glinie samoutwardzalnej, zaplanowana na poprzedni rok, została przesunięta - mimo że była już dogadana.
Planujmy sobie pewne rzeczy, ale pamiętajmy też o sobie. Presja czasowa na dłuższą metę strasznie wypala.
Jak zamienia obserwujących w klientów
Bez tajemnic i bez lejków rodem z kursu marketingu. Ewa co tydzień publikuje darmowe inspiracje. Osoby zapisane do newslettera dostają dostęp do „kreatywnego skarbca" na blogu, pełnego kart pracy. Odpisuje na wiadomości i buduje relację.
Newsletter okazał się przy tym najmocniejszym kanałem sprzedaży. Przy premierze jednej z kolejnych książek wysyłka poszła rano i słupki sprzedaży poszybowały tego samego dnia. To tam siedzą najbardziej zaufani odbiorcy.
W rolkach stosuje prostą zasadę: pokazuje konkretną inspirację, a na końcu dodaje, że więcej pomysłów jest w książkach. Robi tak w większości nagrań. Ktoś trafia na rolkę, bo szuka pomysłu na deszczowe popołudnie, i przy okazji dowiaduje się, że istnieje książka.
Szybka runda i rada na koniec
Blog czy sklep online? Dziś sklep. Książka papierowa czy e-book? Zdecydowanie papierowa. Magazyn w domu czy fulfillment? Fulfillment. Instagram czy SEO? SEO, zdecydowanie. Huczna przedsprzedaż czy stabilna sprzedaż ciągła? Stabilna. Zysk tu i teraz czy długofalowe budowanie marki? Długofalowo.
Rada dla osób, które chcą wydać swój pierwszy produkt fizyczny, sprowadza się do dwóch rzeczy. Pierwsza to działanie mimo strachu, bo gotowości na sto procent nie będzie nigdy. Druga to kolejność.
Nie może być tak, że chcemy wydać książkę, a nie mamy komu jej sprzedać. Najpierw budujemy społeczność i swoją markę, a potem produkt.
Kim jest Ewa Wojtan?
Twórczyni marki Moje Dzieci Kreatywnie, którą prowadzi od 2013 roku. Z wykształcenia plastyczka i ceramiczka, wcześniej pracowała w domu dziecka i prowadziła warsztaty kreatywne. Wydała w self-publishingu sześć książek z serii „Dziennik zabaw", w tym cztery poświęcone porom roku, oraz dwa e-booki. Łącznie sprzedała około 50 tysięcy egzemplarzy. Laureatka Kursora Roku w kategorii Książka Roku na pierwszej stacjonarnej gali w Warszawie. Siódmą książkę, o glinie samoutwardzalnej, planuje wydać jesienią 2026 i tym tytułem chce domknąć serię.




