Ola prowadziła ten live cztery godziny bez przerwy. Co kilkanaście minut wskakiwał kolejny prelegent konferencji o AI i automatyzacjach - łącznie siedemnaście osób z zupełnie różnych branż. Prawniczka, księgowa, właściciel e-commerce z czteromilionowym przychodem miesięcznym, trenerka mózgu, ekspertka od Canvy, specjalistka od PR.
Efekt jest ciekawszy niż typowa rozmowa o narzędziach. Kiedy siedemnaście osób niezależnie od siebie odpowiada na te same pytania o sztuczną inteligencję, widać, w czym się zgadzają i gdzie się rozjeżdżają. Poniżej to, co powiedział każdy z nich.
Dominika Żak: agenci zamiast promptów
Dominika buduje marki osobiste jako aktywo, czyli coś, co zarabia, a nie generuje lajki. Zapytana o ulubiony prompt, odpowiada, że tak nie pracuje.
Nie mam zestawu promptów. Mam zestaw agentów.
Ma osobnego agenta do podcastów, do rolek, do hooków, do produktów cyfrowych i do sprawdzania zadań swoich podopiecznych z mentoringu. Każdy dostał instrukcję i został napakowany jej wiedzą.
Jej proces produkcji treści warto opisać dokładniej, bo pokazuje, gdzie kończy się człowiek, a zaczyna narzędzie. Zespół wyciąga do Excela pytania z DM-ów i komentarzy - było ich około siedmiuset. Claude segreguje je i wskazuje najczęstsze. Dominika bierze telefon i nagrywa dwadzieścia, trzydzieści minut własnych przemyśleń na dany temat. Narzędzie zamienia to na PDF, menedżerka od podcastów przerabia na skrypt, a skrypt wraca do Dominiki na korektę. Dopiero potem idzie na teleprompter.
Oszczędność liczy nie w godzinach, tylko w dniach. Ale sama zaznacza, że bez pierwszego kroku - jej nagrania - cała reszta nie miałaby sensu, bo AI nie zna jej perspektywy ani doświadczenia.
Dwa techniczne szczegóły, którymi się dzieli. Instrukcje dla agentów pisze po angielsku z jawnym zastrzeżeniem, że output ma być po polsku - różnica w jakości jest według niej duża. A samych agentów projektowała rozmawiając z ChatGPT, którego zna od trzech lat.
Największe błędy początkujących wskazuje dwa: założenie, że AI zrobi wszystko bez naszego zaangażowania, oraz przyjmowanie odpowiedzi jako pewnika. Sama testowała to na analizie finansowej całej firmy - wyszła bezbłędnie, ale tylko dlatego, że umiała ją sprawdzić.
Krzysztof Bartnik: więcej roboty czy więcej pieniędzy
Temat jego prelekcji brzmiał: wszyscy mają AI i więcej roboty, ale jak mieć z tego więcej pieniędzy. Zaczął od pokazania własnych statystyk z GitHuba - w samym czerwcu, do dziewiątego dnia miesiąca, dwadzieścia zmian w dwudziestu repozytoriach.
Na żywo, bez wcześniejszego testu, wkleił do swojego narzędzia adres strony sprzedażowej e-booka Oli. Narzędzie zeskanowało treść, ceny i opinie, zaproponowało alternatywne nagłówki dla różnych poziomów świadomości odbiorcy i wygenerowało nową wersję całej strony. Aplikację zaczął pisać cztery dni wcześniej, w sobotę po południu.
Puenta jest jednak odwrotna do pokazu.
Dla mnie AI to dobry junior, od którego można wyjść i zrobić coś lepszego. Ale to ty musisz wiedzieć, co chcesz zrobić.
Rozwija to konkretnie: wygenerowana strona to nie koniec pracy, tylko początek. Zostaje SEO, wersja mobilna, zabezpieczenia, hosting. AI samo z siebie o tym nie przypomni.
Druga jego obserwacja jest o pułapce produktywności. Robił mnóstwo projektów i nie wypuszczał ich w świat, mając poczucie, że coś zrobił, choć nikt o tym nie wiedział. AI działa przy tym jak lustro - chwali. Sam musiał je długo uczyć, żeby przestało, a zaczęło go gonić.
Mogę mówić, że pracuję więcej niż kiedykolwiek i sprawia mi to frajdę. Ale ile tak pociągniesz w pełnym napięciu?
Wspomniał też o książce, która premierę miała dzień wcześniej. Nie została napisana przez AI - powstała z jego materiałów, a wiele rozdziałów pisał od nowa. Ale przyznaje, że bez asystenta prawdopodobnie nigdy by się za nią nie wziął.
Oliwia Simińska: dobry produkt przestaje być wyróżnikiem
Oliwia z Aurorii, marki jubilerskiej specjalizującej się w pierścionkach zaręczynowych, przyznaje, że zastanawiała się, czy jej temat pasuje do konferencji o AI. Ucieszyła się, gdy zobaczyła, że wypada w drugiej części dnia.
Jej argument jest architektoniczny: nie budujmy coraz wyższego wieżowca, zanim sprawdzimy fundamenty.
Konkret, który za tym stoi, jest najmocniejszą tezą całego maratonu. Do niedawna dobry produkt sam w sobie był wyróżnikiem, bo wymagał pracy i wysiłku. Dziś, gdy bariera tworzenia jakościowych rzeczy praktycznie zniknęła, produkt przestaje wystarczać.
Marka to nie platforma do sprzedaży produktu. To przestrzeń, w którą klient wchodzi i albo zostaje z nią na dłużej, albo nie.
W Aurorii wynika to z ograniczeń branży. Przy złotym pierścionku z diamentem nie ma dużego pola do innowacji produktowej, więc wyróżnikiem musiało stać się wszystko dookoła. Sposób pracy Oliwii z AI też jest z tego wyprowadzony: firma boostuje wyłącznie to, co do czego ma pewność, że jest jej własne.
Bartek Piekarski: masz dostęp, a nadal nie działasz
Bartek jako jedyny mówił nie o narzędziach, tylko o głowie. Jego diagnoza, dlaczego ludzie zakładają konta w ChatGPT i wracają do ręcznej pracy, jest zaskakująca: bo to działa zbyt dobrze i zbyt szybko na nieprzygotowany do tego mózg.
Najciekawszy jest przykład, który podaje. Na mentoringu miał osobę, która przerwała pracę w social mediach na dwa lata - bo jeden z jej postów wpadł w wiral i wygenerował gigantyczny zasięg. Sukces ją sparaliżował.
Ola dopowiada to samo ze swojego doświadczenia z uczeniem WordPressa. Pokazywała, gdzie kliknąć, i połowa sali nie klikała. Długo myślała, że źle tłumaczy. Chodziło o to, że po kliknięciu pojawiłaby się strona - a to już byłyby konsekwencje, na które te osoby nie były gotowe.
Możesz napisać ofertę z czatem w dziesięć sekund. Ale weź potem wyślij tę ofertę do klienta. I tu się zaczyna stop.
Bartek opowiada też o własnym pierwszym szkoleniu dla restauracji - improwizowanym, stresującym, po którym się, jak mówi, upocił. Uznaje je za potrzebne, bo pierwsze szkolenie najprawdopodobniej nigdy nie będzie dobre. Pytanie brzmi, co się z nim potem zrobi.
Gosia Siedlik: Canva przestała być narzędziem projektowym
Gosia wróciła z Canva Create w Los Angeles i przywiozła stamtąd tezę, którą formułuje bardzo stanowczo.
Canva przestała być narzędziem projektowym, a stała się narzędziem AI z funkcjami projektowania.
Uzasadnia to analogią historyczną. Gdy dowiedziała się o Canvie około 2015 roku, pracując w agencji SEO, nie było chyba aplikacji, z której robiono więcej żartów - że to narzędzie dla nietechnicznych, że jak robisz coś w Canvie, to nie robisz. A Canva zdemokratyzowała projektowanie: nie trzeba było pięciu lat studiów ani dużego zespołu.
Teraz, jej zdaniem, to samo dzieje się z AI. W aplikacji można dyktować głosem, że potrzebuje się aplikacji mobilnej albo prostego formularza do zbierania maili.
Praktyczna konsekwencja, którą podkreśla: każdy startuje z tego samego miejsca. Zarówno osoba, która ocenia swoją relację z Canvą na jedynkę, jak i ta, która daje sobie dziesiątkę. To, co wyklikałaś w zeszłym tygodniu, za trzy tygodnie może działać zupełnie inaczej, więc trzeba mieć biznesową pokorę.
Dorzuca też trzeźwą uwagę o rynku pracy: osoba operacyjna bez kompetencji AI jako pierwsza straci zlecenia, bo będzie potrzebowała albo więcej czasu, albo więcej pieniędzy.
Ilona Przetacznik: trzy tysiące euro za jedno zdjęcie
Ilona zajmuje się legalnością biznesu online i przyszła z najbardziej konkretną historią całego maratonu.
Pracowniczka pewnej firmy wzięła zdjęcie z wyszukiwarki Google i wrzuciła je na stronę klienta. Zdjęcie należało do portugalskiego fotografa. Niemiecka kancelaria wysłała polskiej firmie wezwanie na 3000 euro.
Kluczowe jest to, co Ilona mówi o obejściu, po które ludzie sięgają coraz częściej: wrzucają cudze zdjęcie do AI z poleceniem „przerób mi je trochę".
Nie ma czegoś takiego jak procenty w prawie autorskim. Że jak przerobisz w dziesięciu procentach, to jeszcze okej, a w dwunastu już nie. Nigdy tego nie było.
Jej obrazowe porównanie: AI to garnek. Jak wrzucisz do niego przeterminowane składniki, wyjdzie niedobre danie. Ukradzione zdjęcie na wejściu to na wyjściu utwór zależny albo dalej to samo ukradzione zdjęcie, tylko delikatnie zmienione.
Drugi wątek dotyczy odpowiedzialności w pracy dla klienta. Jeśli wirtualna asystentka albo online business managerka zrobi taki błąd u siebie, straci własny biznes. Jeśli zrobi go u klienta, może położyć dwa naraz - i jeszcze zapłacić odszkodowanie.
Przy okazji pada praktyczna wskazówka o sprawdzaniu plagiatów: wystarczy wkleić fragment własnego regulaminu albo polityki prywatności w Google, żeby zobaczyć, kto go skopiował. Ola potwierdza, że po wpisaniu frazy ze swoich dokumentów wyskakują jej cudze strony.
Joanna Łukza: gdzie AI kosztuje najwięcej
Joanna z iFirmy mówiła o księgowości i wskazała mechanizm, który dobrze tłumaczy, dlaczego akurat w tej dziedzinie łatwo się naciąć.
Czytając przepisy, one nie są logiczne. A w końcu dostajemy narzędzie, które powie do nas coś po naszemu, więc czujemy się bezpieczniej.
Odpowiedź brzmi wiarygodnie i po ludzku, tylko niekoniecznie jest poprawna - a konsekwencje są finansowe.
Do czego AI nadaje się jej zdaniem świetnie: do budowania checklist. Przedsiębiorca planujący na przykład sprzedaż samochodu w działalności może poprosić o listę kwestii do rozważenia, a potem pójść z nią do księgowej. Rozmowa jest wtedy dużo konkretniejsza.
Przed czym przestrzega: bezmyślnym wrzucaniem danych. Faktura zawiera nie tylko dane z rejestrów publicznych, ale też informacje o tym, za co pobieramy zapłatę i ile godzin nad tym pracowaliśmy. Analiza list płac to już dane wrażliwe pracowników. Jej rada jest prosta - wrzucaj dane kwotowe i liczbowe, nie osobowe.
Przewagę żywej księgowej widzi w jednym: przedsiębiorca często nie wie, jak zapytać. Doświadczona osoba wyczuje to, dopyta i naprowadzi na temat, o którym klient nie wiedział. AI da spójną, piękną wypowiedź - ale jeśli zabraknie tego jednego pytania, cały kontekst się zmienia.
Ewelina Rozwód: wygra ten, kto umie w phygital
Ewelina z buycoffee.to przyszła ze słowem, które brzmi wymyślnie, a oznacza rzecz prostą: łączenie świata fizycznego z cyfrowym i przenoszenie relacji w obie strony.
Jej uzasadnienie jest jednak mocniejsze niż sama definicja. Żyjemy w czasach kryzysu zaufania - pod filmami toczy się dyskusja „to AI czy nie AI", a nawet realne materiały budzą wątpliwość. Świat fizyczny zostaje jedyną przestrzenią, w której autentyczność da się zagwarantować w stu procentach.
Koszt wyprodukowania treści niedługo sięgnie zera, więc jesteśmy zalani bezwartościowymi treściami. Bo one nic nie kosztują.
Jako dowód na realne zapotrzebowanie wskazuje rosnącą frekwencję na wydarzeniach offline. Podaje też liczbę, która robi wrażenie: inwestycja rzędu 10 tysięcy złotych dała im zwrot na poziomie 100 tysięcy.
Osobno zwraca uwagę na coś, co łatwo przeoczyć. Wydaje nam się, że skoro mamy zasięgi i zaangażowanie, to ludzie rozumieją, co robimy. W rozmowie jeden na jeden często okazuje się, że nie - a to była tylko nasza percepcja.
Monika Wiślańska: serce Claude'a
Monika prowadzi własną markę osobistą z pomocą AI i nie ukrywa tego. Jej odpowiedź na zarzut, że marka osobista budowana przez sztuczną inteligencję przestaje być osobista, jest krótka.
Ona nie jest budowana przez sztuczną inteligencję. To ja ją buduję. To moja strategia i moje spojrzenie na świat.
Porównuje to do zatrudnienia copywritera albo grafika - nikt nie uważa tego za dowód gorszości.
Ma jednak konkretną diagnozę, dlaczego tyle treści w sieci brzmi identycznie. Jeden wiralowy prompt trafia do stu ekspertów z tej samej branży, o podobnej grupie docelowej i ofercie. Jeśli nikt nie ustawił w narzędziu własnej marki, wszyscy dostaną to samo.
Rozwiązanie nazywa sercem Claude'a: najpierw wgrywa się markę, wartości, persony i filary treści, a dopiero potem buduje umiejętności pod konkretne zadania - osobno pod rolki, karuzele, newslettery, landing page. Wszystkie opierają się o ten sam rdzeń.
Dla swoich kursantek przygotowała zestaw około czterdziestu pytań, które mają wyciągnąć rzeczy nigdy niewypowiedziane wprost: metodę pracy, sposób łączenia kropek, to, czego nigdy nie powiedziałyśmy klientowi. Jej obserwacja jest taka, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, ile materiału w ogóle zapomniała przekazać narzędziu.
Jako dowód, że autentyczność i AI nie stoją w sprzeczności, podaje własne warsztaty: dziewczyny jechały z Poznania do Krakowa sześć godzin na dwuipółgodzinne spotkanie.
Piotr Grobel: AI w e-commerce na dużych liczbach
Piotr prowadzi z żoną Justyną sklep JustNails. Na pytanie o wyniki odpowiada, że są słabe - chodzi o blisko 4 miliony złotych przychodu miesięcznie.
Jego przykłady są najbardziej operacyjne z całego maratonu.
Analityka sprzedaży. Przy bazie 18 tysięcy produktów nie da się patrzeć na każdy z osobna. Piotr zbudował matrycę danych, którą wczytuje do projektu, i rozmawia z narzędziem jak z analitykiem finansowym: czy kategoria trenduje, czy spada, w którym miejscu firma traci pieniądze.
Zamówienia towarowe. To według niego największa oszczędność czasu - i zrobił to bez znajomości linijki kodu. Sklep ma 65 dostawców, a każdy przyjmuje zamówienia inaczej: jeden ma platformę B2B, do drugiego trzeba wysłać maila, do trzeciego wypełnić arkusz.
Przyjmowanie dostaw. Skrócił proces administracyjny z godzin do minut.
Obsługa klienta. Dział obrabia 100-150 maili dziennie, głównie reklamacyjnych. Piotr twierdzi, że wdrożenie da się zrobić w godzinę - ale zaznacza, że najpierw trzeba poukładać proces.
I tu pada jego najbardziej wartościowa uwaga, bo jako jedyny mówi o własnej porażce. Zamierza opowiedzieć, gdzie utopił pieniądze przy automatyzacji obsługi klienta, i dlaczego. Wniosek: najpierw problem i proces, potem dobór narzędzi.
Jak się tworzy proces, to wyjdą wszystkie patologie. Jak zobaczyłem, jakie fuckupy zrobiliśmy przez pięć lat, złapałem się za głowę.
Skalowanie widzi w tym tak: dla działu zamówień nie będzie miało znaczenia, czy baza liczy 18 czy 40 tysięcy produktów. Operacyjnie z AI to ta sama praca.
Dorota Filipiuk: dlaczego AI potrafi zepsuć naukę
Dorota jest trenerką mózgu i przyszła z tezą idącą pod prąd całej reszty. Twórcy pytają ją zwykle o długość materiałów wideo, o poziom albo pion, o przejścia.
To kompletnie nie jest dobre pytanie.
Mechanizm, który tłumaczy, jest fizjologiczny. Pamięć długotrwała jest praktycznie nieskończona - gdybyśmy uczyli się stu nowych informacji na sekundę przez całe życie, i tak byśmy jej nie zapełnili. Ale zanim informacja tam trafi, musi przejść przez pamięć roboczą, na której mieści się zaledwie kilka rzeczy naraz.
Stąd wynika pułapka. Twórca myśli, że im więcej list, workbooków i prezentacji doda, tym większą wartość dostarczy. Efektem jest przeciążenie, zmęczenie i brak motywacji u kursanta.
Klient nie kupuje informacji ani wiedzy - w tym już pływamy. Chce kupić zmianę i kompetencje.
Dorota podaje porównanie z dietetykiem: jego zadaniem nie jest nakarmić klienta wszystkim, co się da, tylko ustalić, czego naprawdę potrzebuje, w jakiej ilości i w jakiej kolejności.
Jej wniosek dla epoki AI jest prosty. Skoro produkcja treści jest dziś banalna, przewagą przestaje być wiedza, a staje się umiejętność jej przekazania. Przywołuje przy tym doświadczenie, które każdy zna: profesor z ogromną wiedzą, na którego wykładzie się zasypia, i młody doktorant, przy którym półtorej godziny mija niepostrzeżenie.
Ewelina Salwa-Marko: widoczność w wynikach AI
Ewelina zajmuje się PR-em i połączyła go z tematem konferencji. Punktem wyjścia jest jej własna sytuacja z poprzedniego dnia: szukała eksperta w konkretnej dziedzinie, nikt nie przychodził jej do głowy, więc poprosiła ChatGPT o dwudziestu najlepszych specjalistów.
Dostała nie tylko nazwiska i nazwy firm, ale też numery telefonów, adresy mailowe i linki do social mediów - czyli komplet pozwalający ich zweryfikować.
Jej wniosek: kto wcześniej inwestował w działania wizerunkowe - wywiady, artykuły, publikacje, wypowiedzi, udział w wydarzeniach - ma dziś wyraźną przewagę w wynikach wyszukiwania modeli AI. Chodzi o media, nie o social media.
Dorzuca argument, który akurat ten live potwierdził dosłownie: nie warto opierać biznesu wyłącznie o social media. W trakcie nagrania aplikacja Instagrama zawiesiła się na tyle, że transmisję trzeba było uruchomić od nowa.
Asia Rutkowska: 21 tysięcy zamiast miliona
Asia przygotowała prelekcję o sześciu pułapkach prawnych w e-commerce i pierwszą z nich uderza w narrację, którą sprzedaje się początkującym.
Nie wierzcie, że pierwsza kampania przynosi miliony i wakacje na Malediwach.
Problem nie jest tylko motywacyjny. Jeśli założymy, że na pierwszej kampanii zarobimy 200 tysięcy, to pod ten cel układamy całą strategię prawną, marketingową i promocyjną - a gdy się nie uda, cała konstrukcja traci sens.
Jej propozycja jest wyliczona: 21 tysięcy złotych na przełomie dwóch kwartałów w ramach działalności nierejestrowanej, bez składek ZUS, w dwanaście tygodni od pomysłu do wdrożenia.
Drugą pułapkę nazywa odwróceniem pierwszej: przekonaniem, że automatyzacje i AI są dla dużych, a początkująca może się tym nie interesować. Powołuje się na własny raport, z którego wynika, że tylko 15 procent startujących kobiet nie korzysta z AI. To znaczy, że nieużywanie go stawia w bardzo wąskiej grupie.
Joanna Kadej, Brygida Masarczyk, Monika i Kasia Motyka
Ostatnia część maratonu, po awarii aplikacji i restarcie transmisji, należała do prelegentek towarzyszącego wydarzenia.
Joanna Kadej mówiła o kreatywności i o tym, czego doświadczyła na networkingu tego samego dnia: jak bardzo kobiety wstydzą się i boją tych narzędzi, choć mają one wspierać. Sama łączyła się z transmisją idąc wzdłuż Bugu, co przy okazji było ilustracją tezy o odzyskanym czasie.
Brygida Masarczyk, mówiąca z Niemiec, przyszła z formułą, która najkrócej podsumowuje cały live.
AI nie zastąpi człowieka. Zastąpi człowieka, który się nie rozwija.
Monika przedstawiała autorską metodę SIMPLE - sześć kroków do uporządkowanego biznesu - i zapowiedziała przewrotnie, że o samym AI powie w niej niewiele. Automatyzacja pojawia się dopiero w ostatnim kroku, po uporządkowaniu firmy.
Chaos nie znika. On działa tylko szybciej dzięki automatyzacjom.
Kasia Motyka z Kocikowej Doliny zamknęła listę tematem twórczej relaksacji. Sama korzysta z AI, ale zwraca uwagę, że wszyscy jesteśmy przebodźcowani, i uczy hamowania oraz pracy rękami.
Co z tego wynika
Siedemnaście osób, kilkanaście branż, a wnioski układają się w kilka powtarzających się linii.
Nikt nie mówił, że AI zrobi robotę za człowieka. Dominika nagrywa własne przemyślenia przed pierwszym promptem, Monika wgrywa markę do narzędzia, Krzysztof nazywa je juniorem, Joanna Łukza przypomina o potrzebie specjalisty, który potwierdzi fakty.
Weryfikacja pojawia się u każdego, kto pracuje z konsekwencjami. Prawniczka mówi o 3000 euro za zdjęcie, księgowa o danych na fakturach, Dominika o halucynacjach w analizie finansowej.
Kilka osób niezależnie doszło do tego samego wniosku o wyróżnianiu się. Oliwia mówi, że dobry produkt przestaje wystarczać. Ewelina, że koszt treści zmierza do zera. Dorota, że przewagą jest przekazywanie wiedzy, nie jej posiadanie. Monika, że sto osób z tym samym promptem brzmi tak samo.
Największa oszczędność siedzi w operacjach, nie w treściach. To najlepiej widać u Piotra: 65 dostawców, 18 tysięcy produktów, dostawy skrócone z godzin do minut.
I jeszcze jedno, o czym powiedział tylko Bartek, choć dotyczy wszystkich. Dostęp do narzędzia nie jest tym samym co decyzja, żeby coś z nim zrobić - a między jednym a drugim stoi zwykle strach przed konsekwencjami, nie brak umiejętności.




