13 maja 2016 · 6 min czytania

Zaktualizowano 4 lipca 2026

4 typy klientów, z którymi nie współpracuję.

Od 4 lat pracowałam dla ponad 100 klientów nad ponad dwustoma stronami internetowymi. W większości przypadków są to długotrwałe relacje. Ale czy zawsze?

Prowadzę swoją firmę od czterech lat. W tym czasie pracowałam dla ponad 100 klientów nad ponad dwustoma stronami internetowymi. W większości przypadków są to długotrwałe relacje, moi klienci chętnie polecają mnie i wracają, gdy pojawia się kolejny projekt do realizacji.

Ale czy zawsze jest tak kolorowo? Niestety nie zawsze... Zdarzają się przypadki, w których współpracę wspominam niezbyt miło. Na szczęście wśród setki klientów były to raczej sporadyczne przypadki, które mogę policzyć na palcach jednej ręki. Nie uważam jednak tych projektów za stracone, ponieważ część z nich zaowocowała dodatkowymi punktami w mojej umowie oraz stworzeniem listy typów klientów, z którymi nie chcę współpracować. Już na etapie przygotowywania oferty zwracam uwagę na pewne utarte zwroty i zachowania, które zapalają mi czerwoną lampkę, że współpraca z tym klientem może mi przynieść tylko niepotrzebne nerwy.

ASAP

Klienci, których nazywam "ASAP" zazwyczaj sami mają problemy z planowaniem prac i zostawiają wszystko na ostatnią chwilę i w ten sposób krótkie terminy przerzucają na wykonawcę. Często są zdolni zapłacić więcej za krótszą realizację zlecenia. Wszystko jest ok, jeśli termin jest realny. W przeciwnym wypadku - pojawia się wtedy problem niedosypiania, pracy po godzinach, zaniedbania innych obowiązków lub nawet przerzucania wcześniej zaplanowanych prac na inne terminy. Może to sprawić, że staniesz się nieterminowy w stosunku do innych swoich klientów. Zdecydowanie nie polecam takiego podejścia. Nie podejmuję się projektów do wykonania na wczoraj. Tej zasady trzymam się od początku swojej działalności. Wiem, że nie potrafię pracować pod presją czasu i szkoda moich nerwów na taką współpracę. Wolę podać dłuższy termin i stworzyć dobry jakościowo projekt, niż pod presją czasu stworzyć byle jakie dzieło. Oczywiście podejmuję się czasem zleceń z krótszym terminem, ale tylko wtedy kiedy jestem pewna, że się wyrobię i projekt będzie dopracowany. Dzięki temu zawsze mam wszystko zaplanowane, trzymam się ściśle harmonogramu i nigdy nie przekroczyłam deadline'u, a moi klienci bardzo sobie cenią terminowość i jakość prac.

Jak rozpoznać takiego klienta?

Otóż bardzo łatwo. Taki klient pośpiesza nas już na etapie wyceny, często używa słów: "ASAP", "na wczoraj". Czasami dodatkowo pyta, czy możemy pracować po godzinach i w weekendy.

Pan Złotówa

Pan Złotówa obiecuje długotrwałą współpracę i próbuje na wszystkim oszczędzić, w większości wypadków nie interesuje go jakość tylko cena. Zdarzają się jednak przypadki, kiedy taki klient oczekuje dodatkowo wysokiej jakości w cenie, która wystarczy ewentualnie na zakup wacików (nie wspomnę tutaj o kosztach stworzenia dzieła i prowadzenia firmy). Negocjacje ceny i wymiana korespondencji dotyczącej kosztorysu często trwa dłużej niż realizacja zlecenia. Miałam okazję współpracować z Panem Złotówą. Raz podjęłam się tańszego zlecenia z obietnicą stałej współpracy, było to zaraz po moim urlopie, kiedy nie miałam jeszcze zaplanowanych prac, bo przez dłuższy czas nie wysyłałam ofert. Długo mi się to odbijało czkawką. Okazało się, że strona internetowa, której realizacja miała wynieść kilkanaście godzin ciągnęła się przez 3 miesiące - oczywiście w cenie mocno preferencyjnej. W tym czasie mogłabym wykonać więcej znacznie ciekawszych zleceń. Oczywiście często występują także problemy z terminowym opłacaniem faktury po zakończeniu zlecenia. Kilka miesięcy opóźnienia w płatności - kto by na to zwracał uwagę. Teraz już przed opłaceniem faktury nie przekazuję działającej strony na serwer klienta i mam 99% faktur opłacanych w terminie ;)

Jak rozpoznać Pana Złotówę?

Takiego klienta także bardzo łatwo jest odfiltrować na etapie oferty, będzie on oczekiwał dodatkowych rabatów, będzie obiecywał długotrwałą współpracę przy kolejnych projektach i prosił, aby to uwzględnić przy wycenie. Często usłyszysz słowa "a jak będzie wyglądała cena dla agencji reklamowej"?

Przemytnik

Pan Przemytnik to jest zazwyczaj bardzo inteligentny człowiek, który wie jakie ceny są na rynku. Na etapie przygotowywania oferty nie przekazuje on wszystkich wymagań dotyczących projektu. Opowiada tylko o najważniejszych funkcjach, a na szczegółowe pytania odpowiada, że nie mają one teraz znaczenia na etapie wyceny. Następnie podczas realizacji projektu przemyca dodatkowe prace w uwagach do dotychczasowych prac. W ten sposób usypia czujność wykonawcy i kamufluje je w bardzo długiej liście nieistotnych poprawek. Nawet jeśli wykryjemy te dodatkowe rzeczy, zazwyczaj będą one pojedyncze i nie będziemy ich dodatkowo wyceniać. Niestety w końcowym zestawieniu okazuje się, że może być ich, bardzo zręcznie ukrytych, nawet kilkanaście. A my przeznaczyliśmy na realizację tego zlecenia 2 razy więcej czasu niż było przewidziane w ofercie. Mało tego, jeśli w pierwszej takiej turze poprawek zrobimy jedną rzecz za darmo, o której wcześniej nie było mowy, to jest to dla takiego klienta argumentem, że resztę też mamy zrobić w cenie. Bardzo trudno jest uciąć te niekończące się tury poprawek. Zdarza się, że poprawki takie się wykluczają lub nawet zmieniamy kilkukrotnie tą samą rzecz i wracamy do punktu wyjścia. Takie poprawki często przypominają mi podróż bez mapy. Takiemu klientowi bardzo trudno wytłumaczyć, że coś będzie wyglądało źle. Nie zatrudnia on specjalisty, który mu poradzi i zrobi wszystko zgodnie z najnowszymi trendami i technologiami. Zatrudnia on kogoś kto 1:1 zobrazuje jego wizję, która nie zawsze jest najlepsza.

Jak rozpoznać Przemytnika?

Bardzo trudno jest poznać na etapie oferty takiego klienta, ponieważ w większości przypadków pokazuje swoje prawdziwe oblicze dopiero podczas realizacji strony. Jednakże bardzo dobrym sposobem jest zamieszczenie w umowie informacji ile rund poprawek jest w cenie projektu i ile kosztuje wprowadzenie kolejnych (najlepiej podać stawkę godzinową). W większości ukróci to już na starcie niecne plany takiego klienta :)

Szef

Pan Szef jest zbyt ważny, aby nadzorować realizację przez Ciebie zlecenia i przekazuje nadzór komuś innemu np. swojej sekretarce. Nie bardzo interesuje się postępem prac, wielokrotnie powtarza, że zdaje się na gust swojego podwładnego, często nie przychodzi w ogóle na umówione spotkania, bo ma na głowie ważniejsze rzeczy. Nie byłoby w tym nic złego. Rozumiem, że bycie szefem pociąga wiele obowiązków i konieczne jest delegowanie zadań. Problem pojawia się wtedy, gdy projekty zaakceptowane, zlecenie jest już wykonane, faktura wystawiona, a Ty nagle dostajesz telefon, szef właśnie zobaczył projekt, w ogóle mu się nie podoba, nie ten kolor, nie ta stylistyka i trzeba wszystko zmienić. I co wtedy? Okazuje się, że wymagania szefa mogą być inne niż wymagania osoby wydelegowanej. W moim przypadku w cenie dostosowałam stronę www do potrzeb szefa, mimo, że czas na zgłaszanie uwag był na etapie akceptacji projektu graficznego i wymagało to ode mnie dodatkowych nakładów pracy.

Jak poznać Szefa?

Szefa jest bardzo łatwo poznać, jest wiecznie zapracowany, nie ma z nim zbyt dużego kontaktu. Wyceną zajmują się inne osoby wydelegowane przez niego, z którymi bezpośrednio się kontaktujesz. Nie jest to zły klient, ale już na początkowym etapie realizacji zlecenia dowiedz się, kto jest w firmie osobą decyzyjną i kto ma ostatnie zdanie. Na każdym ważnym etapie akceptacji wymagaj, aby dostać feedback od tej konkretnej osoby.  

Jak sobie radzić?

Najważniejsze to wypracować sobie swoje własne reguły współpracy z klientami, aby była ona miła i przyjemna dla obydwu stron. W końcu freelance jest pracą w ukochanej dziedzinie. Nie psuj sobie tego wybierając klientów, z którymi źle Ci się pracuje. A co kiedy natrafisz na takiego lub innego nieprzyjemnego typa? Nie panikuj! Realizuj zlecenie najlepiej, jak potrafisz i wyciągnij wnioski na przyszłość. Dodaj nowy zapisek do umowy lub zapamiętaj sygnały ostrzegawcze i nie podejmuj więcej współpracy z takimi osobami. Być może pojawią się sytuacje, w których nie będzie kolorowo, ale jeśli dadzą Ci one do myślenia to będzie ich coraz mniej. U mnie takich klientów pojawiło się zaledwie kilku w ciągu kilku ostatnich lat, ale dobrze ich pamiętam i już wiem jak sobie z nimi radzić :)

Czy masz jakieś swoje "ulubione" typy klientów?

 

Nie przegap kolejnych materiałów

Dołącz do bezpłatnej platformy - artykuły, tutoriale, webinary i raporty w jednym miejscu.

0 zł. Bez karty. W każdej chwili możesz zrezygnować.