W średniowiecznych kronikach kobiety stanowią około 3 procent postaci. We współczesnych podręcznikach do historii - 4 procent. Agnieszka Jankowiak-Maik, znana jako Babka od Histy, komentuje to gorzko: straszny progres, za dwa tysiące lat kolejne dwa procent.
Ile kobiet naprawdę jest w podręcznikach
Liczby pochodzą z badania przeprowadzonego w ramach projektu „Niegodne historii". Postacie kobiece to od 4 do maksymalnie 10 procent wszystkich osób w podręcznikach.
Górna granica wymaga jednak zastrzeżenia, które zmienia obraz całkowicie. Te 10 procent osiągamy dopiero, gdy doliczymy antyczne boginie, postacie alegoryczne i symboliczne - a jedną z najczęściej pojawiających się „postaci kobiecych" w podręczniku do historii jest Matka Boska.
Anonim czy anonimka
Agnieszka przywołuje zasadę, którą warto mieć z tyłu głowy przy każdej analizie źródeł: wszędzie tam, gdzie widzisz podpis „anonim", pamiętaj, że mogła to być anonimka. Domyślnie przypisujemy autorstwo mężczyźnie, choć często po prostu nie wiemy, kto tworzył.
Ten sam mechanizm działał w nauce, i to dosłownie na poziomie kości. Groby prahistoryczne i wczesnośredniowieczne bywały klasyfikowane jako męskie tylko dlatego, że znaleziono w nich elementy uzbrojenia. Nikt nie badał szczątków, bo założenie było oczywiste. Nowsze badania pokazują, że w wielu z tych grobów leżały kobiety.
Stąd bierze się cały obraz „mężczyźni polowali, kobiety wychowywały dzieci". Nauką przez wieki zajmowali się wyłącznie mężczyźni, bo kobietom odmawiano do niej dostępu - więc to oni ustalili, jak wygląda przeszłość.
Zjawisko Matyldy
Osobny mechanizm polega na tym, że odkrycie kobiety zostaje przypisane mężczyźnie - bratu, mężowi albo współpracownikowi. Najbardziej znanym przykładem jest Rosalind Franklin, nazywana kobietą ograbioną z Nobla, której badania były kluczowe dla odkrycia struktury DNA, a której nazwiska przy nagrodzie nie wymieniono.
Agnieszka zaznacza uczciwie, że sprawa jest bardziej skomplikowana - Franklin nie żyła już, gdy jej koledzy odbierali nagrodę. Ale sam mechanizm pomijania wkładu badaczek jest opisany i badany dopiero od niedawna.
Dream gap, czyli czego dziewczynki nie potrafią sobie wymarzyć
Najważniejszy fragment rozmowy z punktu widzenia rodziców i nauczycieli. Amerykanki ukuły hasło you can be what you can see - możesz być tym, co widzisz.
Jeżeli nie widzisz, że były kobiety pilotujące samoloty, dokonujące przełomowych odkryć, latające w kosmos, to masz dream gap - lukę w tym, o czym w ogóle myślisz, że możesz marzyć.
Do tego dochodzi zjawisko obserwowane w szkołach: dziewczynki około siódmego i dziewiątego roku życia zaczynają mówić rzadziej i krócej. Wcześniej rozwijają się bardzo podobnie do chłopców, potem zaczynają się wycofywać.
Agnieszka jako nauczycielka opisuje to bardzo konkretnie. Dziewczynki statystycznie częściej się zgłaszają i czekają, aż zostanie im udzielony głos. Chłopcy wyrywają się z odpowiedzią - dobrą albo złą - i zostają zapamiętani jako aktywni.
Chłopcom to też szkodzi
To wątek, który rzadko pada w takich rozmowach. Agnieszka zauważa, że jej hasłem od kilku lat jest „dziewczyny na historię", bo na te studia nie idą chętnie. Historia kojarzy się z czołgami i wojnami.
Ma przy tym refleksję o drugiej stronie: wielu chłopców, którzy „interesują się historią", interesuje się w istocie wojną. A w programie szkolnym widać to aż nadto, bo - jak podsumowuje - jakieś 80 procent czasu spędzamy na rozmowie o panach z wąsami na koniach.
Skutkiem jest też przekonanie chłopców, że dziewczynki mogą mniej. Agnieszka opowiada o lekcji o pracy organicznej w Wielkopolsce, na którą dołożyła kobiece postacie nieobecne w podręczniku. Jeden z uczniów stwierdził, że skoro nie ma ich w podręczniku, a są w jej ćwiczeniu, to ona chyba dyskryminuje chłopców.
Dwie bohaterki, o których warto wiedzieć
Aleksandra Piłsudska, wcześniej Szczerbińska. Agnieszka mówi o niej wprost, że to petarda. W walce o niepodległość organizowała akcje przeciwko przedstawicielom carskiej Rosji, napadała na pociągi i przemycała dynamit pod gorsetem. Kłóciła się z mężem o prawa wyborcze dla kobiet, o czym pisała w pamiętnikach.
Najciekawsze jest jednak to, co zrobiła po wojnie. Namówiła koleżanki, żeby spisały swoje wspomnienia z walk, argumentując, że inaczej znikną w mrokach dziejów jak ich babki. Wspomnienia wyszły w 1926 roku, a wznowienia doczekały się dopiero kilka lat temu.
Stefania Wilczyńska. Prowadziła Dom Sierot razem z Januszem Korczakiem i najprawdopodobniej jest współautorką jego koncepcji pedagogicznych. Pisała rzadko, bo nie miała kiedy - pilnowała, żeby dzieci były ubrane, umyte i kładły się spać o czasie. Dziś nazwalibyśmy to bezpłatną pracą opiekuńczą.
Trudno powiedzieć, gdzie kończy się Korczak, a zaczyna Wilczyńska. Byli jednością, a w upamiętnieniu tej równowagi nie ma.
Wilczyńska poszła na śmierć razem z dziećmi i całą kadrą Domu Sierot. Zginęła w Treblince. Przed wyjściem na marsz kazała dzieciom złożyć ubranka.
Srebrna łyżeczka, czyli władza nieformalna
Na pytanie, czy silna kobieta w historii była wyjątkiem, czy zapomnianą normą, Agnieszka przywołuje sformułowanie Elżbiety Cherezińskiej: kobiety po władzę sięgały srebrną łyżeczką. Formalnie sprawować jej nie mogły, więc sprawowały ją inaczej - i dlatego nie ma ich w kronikach.
Podaje przykład Mieszka i Dobrawy: dojrzała, świetnie wykształcona kobieta obok władcy bez wykształcenia i obycia dyplomatycznego. Wpływ musiał być duży, tylko dla nas pozostaje nieuchwytny.
Od razu jednak stawia ważne zastrzeżenie: historii uczymy się głównie o elitach. Osiemdziesiąt czy dziewięćdziesiąt procent społeczeństwa - kobiet i mężczyzn - to postacie anonimowe. Tu widzi największe pole do badań, otwarte przez książki o chłopkach i pamiętnikach wiejskich kobiet. Sama marzy o zbadaniu robotnic.
Jak opowiadać o kobietach, żeby nie zrobić im krzywdy
Agnieszka prowadzi z fundacją kurs dla nauczycielek i nauczycieli o włączaniu historii kobiet bez zmiany podstawy programowej. Wskazuje trzy pułapki.
Pierwsza: opowiadanie o kobiecie przez pryzmat mężczyzny. Jadwiga była polskim królem, a bywa przedstawiana wyłącznie jako żona Władysława Jagiełły.
Druga: traktowanie kobiet jako ciekawostki. Analiza „Historia bez Polki" pokazała, że kobieta trafia do podręcznika najczęściej jako ramka na marginesie, a nie element głównej narracji.
Trzecia: osobne gazetki „Ojcowie niepodległości" i „Matki niepodległości". Agnieszka proponuje coś prostszego - zrobić jedną, zatytułowaną „Ludzie, którzy wywalczyli niepodległość", i umieścić tam Zofię Sokolnicką czy Zofię Moraczewską obok pozostałych.
Ta sama sztuczka rozbroiła realny konflikt. Nauczycielka chciała zrobić projekt o historii nauczycielek swojej wiejskiej szkoły, a dyrektorka odmówiła, mówiąc, że „nie robimy takiej ideologii". Rada Agnieszki: zbadaj historię wszystkich, którzy w tej szkole uczyli. I tak wyjdzie z tego herstoria, bo uczyły tam głównie kobiety.
Gra, którą można pobrać za darmo
Fundacja Muzeum Historii Kobiet wydała grę edukacyjną „Herstoria" z prawie setką Polek z różnych dziedzin. Poza samą wiedzą są tam pytania wzmacniające dla dziewczynek: gdybyś miała dostać Nobla, to z jakiej dziedziny? Z kim przeprowadziłabyś wywiad, żyjącym albo nie?
Gra jest dostępna bezpłatnie na stronie historiakobiet.org. Fundacja pracuje też nad powołaniem w Polsce centrum dziedzictwa i historii kobiet.
Kim jest Agnieszka Jankowiak-Maik?
Nauczycielka historii, znana w sieci jako Babka od Histy. Wychowała się w domu historyków, a do historii kobiet doszła jako dorosła - po tym, jak zorientowała się, że opowieści rodziców o Annie Wazównie i królowych nie mają odpowiednika w szkolnych podręcznikach. Współzałożycielka Fundacji Muzeum Historii Kobiet, autorka książki „Historia, której nie było" oraz serii dla dzieci pisanej z Bogusiem Janiszewskim i Maksem Skorwiderem, w której wątki kobiece są po prostu naturalną częścią opowieści.




